Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hetero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hetero. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

There was this kid...



Z okna mojego pokoju zawsze mogłem obserwować ten sam widok.
         Chłopak siadał na brzegu plaży. Niezależnie od temperatury, zawsze o tej samej godzinie i w stałym miejscu. Po prostu siedział. Czasem kilka minut, czasem kilka godzin. Potem wstawał, i nie oglądając się za siebie, odchodził. I tak dzień w dzień.
         Pewnego dnia ten sam chłopak przyszedł w towarzystwie innego chłopaka. Siedzieli na brzegu plaży i rozmawiali. Długo. Czasem nawet do późnej nocy; tak długo, aż nie byłem w stanie stwierdzić, czy dalej tam są, czy jednak już, nie bo było tak ciemno.
         Po kilku miesiącach ten chłopak znów wrócił na plażę. Sam. Znów przychodził tam codziennie i również sam wracał.
         Innego dnia to ja wybrałem się na plażę. Nie dlatego, że była ładna pogoda - wręcz przeciwnie, było zimno - ale dlatego, że chłopak, który zawsze siedział na plaży znów tam był i nie wyglądał na ubranego odpowiednio na taką pogodę. To nigdy się nie zdarzało, więc zabrałem ze sobą gruby sweter i ruszyłem na plażę. Chłopak siedział z kolanami pod brodą i wpatrywał się przed siebie, ale nie do końca patrzył.
         Kiedy dotarłem na miejsce, stanąłem tuż obok chłopaka, ten jednak nie zwrócił na mnie swojego wzroku.
         - Czy coś się stało?
         Stałem tam chwilę, patrząc na niego, bo to ja chciałem zadać to pytanie. Czy coś się stało, że znów przychodzisz na plażę sam? Czy coś się stało, że zapomniałeś zabrać ze sobą kurtki? Czy coś się stało? Zamiast odpowiedzieć, usiadłem obok niego i skierowałem rękę z grubym swetrem w jego kierunku, ale on nawet nie spojrzał. Nie odwrócił się nawet. Ściągnąłem brwi.
        
         - Nie jest ci zimno? - zapytałem. Chłopak kiwnął głową, więc, odrobinę zdezorientowany, założyłem na jego ramiona sweter. Starałem się zrozumieć, choć było to ciężkie. Dopiero kiedy sweter leżał już idealnie na ramionach chłopaka, on spojrzał na mnie, ale nie do końca spojrzał.
        
         - Dziękuję - powiedział. Patrzył na mnie, ale mnie nie widział. Uśmiechnąłem się lekko, choć wiedziałem, że nie widzi. Chłopak założył sweter i objął się nim, by mógł on dostarczyć mu więcej ciepła. Wtedy powiedziałem mu, że widzę go codziennie z okna mojego pokoju i zastanawiam się.
        
         - Dlaczego tu siedzę? - spytał, zanim ja zdążyłem zapytać. Kiwnąłem głową, mimo że wiedziałem, iż on na mnie nie patrzy.
        
         -To jedyne miejsce, w którym jestem w stanie zobaczyć piękno, wiesz? - zapytał, a ja wierzyłem mu. Wierzyłem, że to jedyne miejsce, w którym może widzieć, gdy jego niewidzące oczy nie są w stanie patrzeć.
         - Co się stało z tamtym chłopakiem? Widziałem was tu razem - powiedziałem, siadając wygodniej. Chłopak uśmiechał się, pochylając delikatnie głowę i zaczął mówić.
        
         - Kiedyś, gdy byłem mały, zawsze zastanawiałem się, jak to będzie, gdy będę szukał kogoś, kogo będę mógł pokochać. Moi koledzy i koleżanki zawsze mi opowiadali, że ten chłopak jest taki i taki i ma takie włosy, takie oczy i taki uśmiech, że tamta dziewczyna ma takie nogi, takie piersi i taki brzuch. A ja jedynie jak widziałem tego chłopaka, to jego niski głos i ciężkie kroki, a dziewczynę- wysoki śmiech i wyraźny zapach perfum. I nie mogłem zrozumieć, jak moja koleżanka znosi to głośne tupanie, a mój kolega ten wiecznie utrzymujący się słodki zapach, tak słodki, że aż mdlący. Kiedy stawałem się starszy było mi łatwiej zrozumieć, że ja nie znajdę ukochanej osoby przez jej wygląd, ale przez to, jaka jest; że to nie będzie tak jak w filmach, miłość od pierwszego wejrzenia. Jakiego wejrzenia? Dla mnie to raczej od pierwszego słowa, ale ja to rozumiałem. Rozumiem to, muszę zrozumieć, więc szukałem, szukałem tej osoby, w której mógłbym się zakochać dzięki jej słowom.
        
         - I udało mi się, wiesz? - zapytał, odwracając się ku mnie i uśmiechając się szeroko, zupełnie jakby znalazł skarb. Sam się uśmiechnąłem i kiwnąłem głową, choć on tego nie widział. Mimo to kontynuował. - Znalazłem takiego kogoś. Miałem tak wiele szczęścia. Ciężko jest znaleźć osobę, która będzie się tobą opiekować, która będzie pokazywać ci wszystko, a on to robił. Dzięki niemu poznałem świat od innej strony i widziałem go. Pierwszy raz w życiu widziałem to, o czym on mówił. Byłem taki szczęśliwy. Ale pokłóciliśmy się - jego uśmiech zbladł, a głowa znów opadła na kolana. - To chyba była moja wina, chociaż sam nie wiem. Nie wiem, co zrobiłem źle, ale tęsknię za tymi dniami, gdy na przystanku spotykałem się z nim i byłem pewny, że wsiadam do dobrego autobusu, nie musząc pytać obcych ludzi. Za tymi dniami, kiedy siedzieliśmy tu, a on opowiadał mi historie albo opisywał wszystko dookoła, tak bym mógł widzieć coś więcej od piasku na plaży i szumiących fal oceanu, szeleszczących liści w tle. Teraz nie wiem jak to naprawić, bo nie umiem trafić do miejsca w którym on mieszka, a gdy dzwonię, on nie odbiera - skończył, a ja zdałem sobie sprawę, że dookoła nas zrobiło się już ciemno. Pomogłem wstać temu chłopakowi i odprowadziłem go do domu, a gdy wracałem do siebie ze swetrem w ręku, pomyślałem, że to okrutne. Okrutne, jak źle potraktował tego chłopaka świat, jak źle potraktował go tamten chłopak. Gdy ponownie dotarłem na plażę i spotkałem tam chłopaka, którego szukał tamten, nie zawahałem się do niego podejść i opowiedzieć mu o tym, czego się dziś dowiedziałem. Gdy szedłem do domu, zostawiwszy za sobą osobę dalej siedzącą na plaży, czułem gdzieś głęboko w sercu, że chyba udało mi się zrobić coś dobrego. Miałem nadzieję, że udało mi się naprawić życie niewidomego chłopaka, którego dziś okryłem swoim swetrem i którego historii dziś wysłuchałem; że dzięki temu, że mu pomogłem, nauczyłem się czegoś nowego. Dlatego też, gdy wstałem następnego dnia i stałem przy oknie, czekając aż chłopak znajdzie się na plaży, nie mogłem zrozumieć, dlaczego dziś się tam nie pojawił. Ani dnia następnego, i kolejnego, i jeszcze następnego.

         Po kilku miesiącach wróciłem na plażę, na którą nie przychodził już niewidomy chłopak w poszukiwaniu piękna, jakie mógłby zobaczyć. Wydawała się taka pusta bez niego. Czując się odrobinę dziwnie, usiadłem w miejscu w którym on zazwyczaj siadał i patrzyłem przed siebie, jakbym starał się nim; być z ta różnicą, że ja widziałem, a on nie. Zastanawiałem się, dlaczego nie wracał. Postanowiłem, że spróbuję trafić do miejsca, gdzie mieszkał, tam gdzie go odprowadzałem ostatni raz kilka miesięcy temu. Gdy tam trafiłem, znalazłem niewidomego chłopaka w towarzystwie tego drugiego, na placu zabaw. Nie podszedłem bliżej, ale poczułem ulgę, bo udało mi się sprawić, że jego życie stało się odrobinę lepsze. Może właśnie dzięki mnie teraz będzie on w stanie widzieć codziennie z pomocą osoby, którą kocha.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

[Hetero OneShot]: "Strawberry & Chocolate"



Tego wieczora kładłam się spać z nadzieją na spokojny i mocny sen. Ostatnimi czasy byłam strasznie zmęczona…wszystkim. Zwłaszcza czekaniem. Wtuliłam głowę w poduszkę i nie musiałam długo czekać, by naszedł mnie kojący spokój, a sen wraz z nim.

Mój sen znów opierał się na mnie, błądzącej po ciemnym lesie. Nie dość, że w realnym życiu czułam się samotna, to jeszcze w snach ogarniała mnie zewsząd przytłaczająca pustka. Westchnęłam ciężko, szukając wzrokiem kamienia, na którym zwykle siadałam i czekałam w samotności. Tym razem nie byłam w stanie go dostrzec. Zobaczyłam natomiast delikatne światło przebijające się przez gęste drzewa. Ruszyłam ku niemu i wychyliłam się nieco zza pnia. Źródło światła było niedaleko. Kiedy tylko moja stopa znalazła się w oświetlonej części lasu, wszystko się zmieniło. Drzewa były soczyście zielone, piękne i wysokie. Otaczało mnie pełno pięknych krzewów i kwiatów. Nie tak jak wcześniej, gdzie las był smętny, ciemny i pusty. Zaczęłam iść w stronę emanującego światła i w momencie, gdy zbliżyłam się tak mocno, że piekły mnie od niego oczy, ono zgasło. Zszokowana, zamrugałam kilka razy oczami, przyzwyczajając je do nagłego braku tego oślepiającego blasku. Spojrzałam przed siebie i prawie potknęłam się o własną stopę. Stał tam. Jak zwykle przystojny, uśmiechał się delikatnie roztapiając tym moje serce. Zrobił malutki krok i złapał mnie za rękę, złączając nasze palce, po czym pociągnął mnie w głąb lasu. Nie widziałam go od taka dawna, a on nagle zawitał w moim śnie? Nie mogłam wyjść z szoku. Byłam jednocześnie zdezorientowana, ale i szczęśliwa. Zapewne czując mój opór w chodzeniu. chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie uważnie, w uroczym geście wypychając delikatnie dolną wargę. Chciałam pisnąć, zachwycona tym, jak słodko w tym momencie wyglądał, ale jedynie uchyliłam swoje wargi, jakby w niemym krzyku zachwycenia.
- Nie chcesz iść ze mną?- zapytał, a ja od razu zaprzeczyłam, kręcąc głowa. Jego głos mnie ogłuszył. Jak zwykle piękny, melodyjny. Uśmiechnął się szeroko i ścisnął delikatnie moją dłoń.- To chodź- powiedział. Poczekał, aż ociężale doczłapię do niego, nadal w zbyt dużym szoku by cokolwiek powiedzieć czy zrobić. Kiedy stałam z nim ramię w ramię, zaczął stawiać powolne kroki, a ja starałam się za nim nadążyć. Wesoło machał naszymi złączonymi dłońmi i patrzył się na mnie z radością w oczach.
- Czemu jesteś taka cicha? Nie cieszysz się?- zapytał, a ja sama zastanawiałam się, czy mówię w moim śnie to, co chcę.
- N-nie! Cieszę się bardzo! Tęskniłam!- Krzyknęłam, a on zatrzymał się, stając przede  mną.
- Aw! Jesteś urocza – powiedział, głaszcząc mnie po policzku. Poczułam tylko jak się rumienię.- A teraz chodźmy! - Powiedział i kiedy odwróciłam twarz do przodu, z zaskoczeniem zauważyłam, że nie jestem już w lesie, a w mieście. Dookoła chodziło pełno ludzi bez twarzy, lub nie byłam w stanie ich dostrzec. Blondyn kroczący tuż obok mnie zabierał całą moją uwagę.
- Dawno nie byłem w mieście. Chodźmy kupić coś do picia- zaproponował i szarpnął delikatnie moją ręką. Razem znaleźliśmy się w przytulnym, małym wnętrzu jakiejś knajpki.
- Bubble Tea- mruknęłam cicho. Na ścianach wisiało dużo polaroidowych zdjęć klientów z napojami. Niektóre miały podpisy, niektóre nie. Rozejrzałam się jeszcze, kiedy znów poczułam uścisk na dłoni. Spojrzałam na chłopka. Kasjerka już stała za ladą, więc zbliżyłam się. Nagle nie wiedziałam co wybrać.
            - Jedną na mleku z mleczną czekoladą i kulkami jogurtowymi, a drugą na herbacie jaśminowej z truskawką i kulkami mango- powiedział. Kobieta kiwnęła głową, a ja uśmiechnęłam się lekko. Pamiętał, jaką herbatą lubiłam najbardziej. Czekając na nasze napoje, poprawiał na swoim nosie okulary i razem ze mną przyglądał się zdjęciom przyczepionym na ścianie.
            - Oto państwa napoje- powiedziała kobieta, a jedynym co zrobił chłopak było uśmiechnięcie się, a zaraz potem lekki ukłon. Ona zrobiła to samo i na chwilę zniknęła.
            - Nie zapłacisz?- zapytałam, odbierając od niego swój napój. On tylko uśmiechnął się, kręcąc głową.
            - Mogę zrobić państwu zdjęcie na ścianę?- zapytała. Oboje przytaknęliśmy i po przebiciu słomką cienkiej folii, włożyliśmy je do ust i uśmiechnęliśmy się szeroko.- Dziękuję bardzo! Miłego dnia życzę!- powiedziała, a my również podziękowaliśmy i w ciszy ruszyliśmy dalej przez miasto. Nagle stanął w miejscu, biorąc mój napój w drugą rękę i odłożył je na chodnik.
            - Chodźmy tam- powiedział, wskazując park. Nie rozumiałam, czemu nie mogłam zabrać herbaty.
            - Ale…- zaczęłam, ale on już objął mnie ramieniem i ciągnął w tamtą stronę. Po chwili zapomniałam o orzeźwiającym napoju na rzecz pięknej fontanny.
            - Oh…- szepnęłam, a po chwili poczułam jego ręce splatające się na moim brzuchu, a brodę opierającą się na ramieniu.
            - Za chwilę będzie cudownie - powiedział. Nagle zapadł zmrok, jakby ktoś zgasił słońce włącznikiem od światła. Wzdrygnęłam się lekko, bo nie lubiłam ciemności i ścisnęłam jego dłonie, dalej splecione na moim brzuchu. Nagle rozbłysła feeria barw. Oświetliła fontannę, w której woda tańczyła w rytm jakieś uroczej melodii, płynącej z głośników przyczepionych na lampach, które stały przy uliczkach w parku. Uchyliłam delikatnie wargi z wrażenia. Wszystko było takie kolorowe i piękne. Uczucie ciepła i bezpieczeństwa płynące dzięki silnym ramionom oplatającym moje ciało pozwalało mi poczuć się tak, jakbym była na randce w realnym świecie, a nie w śnie. Uśmiechnęłam się leciutko, kiedy woda przestała tańczyć, muzyka ucichła, a światła nieco osłabły.
            - To było piękne - szepnęłam. Chłopak stanął tuż obok mnie, odgarniając miodowe włosy z czoła.
            - Prawda? Już zapomniałem, jak ładnie tutaj jest- szepnął, a ja pokiwałam głową. Chciałam zadać bardzo ważne pytanie, ale nie dane mi było to zrobić. Poczułam jego dłonie na policzkach i spojrzałam w jego skrzące, brązowe oczy. Odebrało mi mowę.
            - Zobaczymy się niedługo – powiedział po chwili, składając na moim czole czuły pocałunek. Westchnęłam ciężko, kiedy zniknął. Dotyk miękkich warg pozostał nadal na mojej skórze. Coś załaskotało mnie w policzek; zmrużyłam oczy, by po chwili mocno je zacisnąć.

Kiedy się obudziłam, z zaskoczeniem odnotowałam, że ktoś naprawdę całuje mnie w czoło. Spojrzałam przestraszona do góry, by potem cicho westchnąć.
            - Co ci się śniło, że się tak uśmiechasz, hmm?- zapytał chłopak z mojego snu. Nie był on snem; był prawdziwy. Każdego dnia, przez ostatnie sześć miesięcy, tęskniłam za nim coraz bardziej. Przetarłam zaspana oczy, zerkając na zegarek. Była szósta rano.
            - Ty! – powiedziałam, a on zaśmiał się, łapiąc w palce mój podbródek i składając na moich spierzchniętych wargach delikatny pocałunek.
            - To wszystko wyjaśnia.- powiedział, gładząc mój policzek.
            - Co wyjaśnia?- odparłam, marszcząc brwi.
            - To, że się tak uśmiechałaś- powiedział, a ja zaśmiałam się, przytulając go mocno.
            - Bardzo tęskniłam – mruknęłam w jego szyję. Pachniał delikatnymi perfumami i czymś słodkim i subtelnym…truskawką i czekoladową?
            - Ja też tęskniłem – powiedział, całując mnie w skroń.
            - Kupiłeś nam herbatę?- szepnęłam, a on zaśmiał się.
            - Skąd wiesz?- zapytał, podciągając mnie na swoje kolana.
            - Czuję truskawki i czekoladę – powiedziałam, poprawiając okulary na jego nosie. Zaśmiał się cicho.
            - Na to będzie czas później – odparł, po czym znów złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Przestałam myśleć o truskawkach i czekoladzie; skupiłam się na trwającej chwili i uśmiechu, który widniał na naszych ustach.
Korekta by Tsumi
++++++++++++++++++++++++

Więc...fluff flufiasty fluff! I do tego hetero XD Z dobre dwa lata nie pisałam hetero i w końcu 'zmusiłam się' Cóż jest to mój sen...znaczy moment gdzie dziewczyna śni to właśnie mój sen. W roli głównej ja i Chen z EXO ^^ Dzięki temu ff nigdy go nie zapomnę XD Mam nadzieję, że wam się spodobał mimo iż to nie yaoi. Planuje w niedalekiej przyszłości jakieś yuri shot ale to jeszcze trochę :3 Drugi rozdział MK ukaże się do końca tego tygodnia. Tak więc...do zobaczenia i miłego dnia ^^
G.G
PS Dziękuje Tsumi, że została moją betą, brawa dla niej ^^

piątek, 9 sierpnia 2013

"Fallen": Ten Muffins- Epilog

10.
Epilog


Mimo iż w gruncie rzeczy miałam już drugi budynek pod „Fallen” zastanawiało mnie to, że „EXO” nadal się trzymało. Nigdy nikogo tam nie było odkąd półtora tygodnia temu Kai odszedł i postanowił pracować u mnie. Wydawało mi się, że ona jest tam nadal tylko dzięki pieniądzom, które ma ojciec Hanny.
Kai nie pozwalałam wchodzić do kuchni, kiedy był tam Kyungsoo z wiadomych powodów. Za zadanie miał raczej rozplanować nasze finanse by jak najszybciej otworzyć drugą cukiernię, w której będzie menadżerem i w której mieli pracować troje byłych pracowników „EXO”. Baekhyun i Chanyeol chcieli u mnie pracować, ale nie potrzebowałam już aż tylu z nich, więc powiedziałam im, że jak tylko otworze drugą cukiernie na pewno ich zatrudnię i oboje się zgodzili. Suho oczywiście przyjęłam, bo …no bo tak. Dobra to przez jego uśmiech on jest niczym dołeczki Lay, mu nie odmówisz. Przez to Jaeah była zbyt roztargniona i dobrze, że miałam więcej tych kelnerów i był jeszcze Kris, bo ta jędza przeszkadzała cały czas Suho. Biedny chciał pracować a ona mu przeszkadzała.
- Czy należy mi się juz urlop?- Zapytał Kris, kiedy wypełniałam formę na babkę.
- A ile już tu pracujesz?- Zapytałem kontynuując czynność.
- Koło trzech miesięcy…nie wiesz, kiedy otworzyłaś cukiernie?- Zapytała a ja tylko wzruszałam rękami.
- Dwa tygodnie chyba coś w tym stylu. A co?- Zapytałam, ale go już nie było. Rozejrzałam się zdezorientowana, po czym wzruszyłam ramionami i wsadziłam formę do piekarnika.

- Czemu Kris złożył papiery do mnie na urlop?- Zapytał mnie Kai wchodząc do kuchni.
- Nie wiem pytał mnie się czy mu się należy. Chyba należy, co nie?- Zapytałem niepewnie a on pokiwał.
- No dwa tygodnie. Ale gdzie on chce iść? Co robić? On ma jakiś przyjaciół?- Zapytał cicho a ja zaśmiałam się.
- Twierdzi, że tak, ale mu nie wierzę- powiedziałam, po czym nagle mnie olśniło. Spuściłam głowę i westchnęłam.- Pojedzie do Chin- powiedziałam opierając się o blat tyłkiem.
- Po co? Odwiedzić rodzinę?- Zapytał.
- Do pracy- odparłam a on spojrzał na mnie zaskoczony.- Wiesz, że głupek jest w Chinach modelem? Co za ludzie- powiedziałam kręcąc głową a on zaśmiał się.
- Nie dziwnie się. Nie wyglądasz na zadowoloną. Myślałem, że go nie lubisz- powiedział z głupim uśmiechem. Zmarszczyłam brwi.
- Suho jest rozpraszany przez Jaeah wiec będę musiała wszystko robić sama- mruknęłam.
- Jasne.
- Dobra zamknij się… nie słucham twojej psychicznej gadki.
- Psychologicznej. Jak chcesz- powiedział, po czym wyszedł.
- Nienawidzę tych ludzi przysięgam- jęknęłam wychodząc z kuchni. Na sali był dość duży tłok, ale chińskiego wielkoluda znalazłam jak zwykle opartego o ścianę piszącego sms’y.
- Kiedy jedziesz?- Zapytałam. Zerknął na mnie znad ekranu chwile, po czym wrócił do pisania.
- Chyba jutro- powiedział chowając w końcu telefon i patrząc na mnie.- A co?- Zapytał.
- Nic…muszę wiedzieć, kiedy będę miała, zapierdziel- jęknęłam a on zasiał się.
- Masz Suho…
- Nie mam Suho mam resztki Suho, które jeszcze zostawiała mi Jaeah- mruknęłam tylko patrząc na zdezorientowanego chłopka rozdartego miedzy zmówieniem a flirtującą z nim dziewczyną. Którą nie była Jaeah. Ojć…
- Co za jedna?- Zapytał Kris.
- To Min. Nasza klientka z „EXO”. Cały czas zarywa, do hyunga- powiedział Sehun a ja zaśmiałam się.
- Jaeah wyrwie jej tego warkocza i wetknie w tyłek- powiedziałam a Sehun spojrzał na mnie zaskoczony.- No zobacz na jej spojrzenie!- Powiedziałem. Jaeah stała w koncie i wyglądała jak psychodeliczny morderca ukryty w półcieniu.
- Straszne- powiedział bez emocji najmłodszy i podszedł do Luhan. Ci to się dobrali…może Lulu odda trochę energii temu dzieciakowi?
- Jaeah idzie- powiedział Kris a ja szybko się wychyliłam. Podeszła do Suho za ladą i pocałowała go. No super. Babka wyszła nie płacąc ale wybaczę to jej. Właśnie zwijałam się ze śmiechu.
- Jesteś nienormalna- powiedział Kris patrząc na mnie z góry.
- Widziałeś minę Suho? Wyglądał jakby maił się zapaść. Biedny…- zaśmiałam się znów. Chłopak uśmiechał się skrępowany tłumacząc wszystko Jaeah. Też się będzie z nim miała trochę.- Będziesz jeszcze jutro czy mam się liczyć z udręką?- Zapytałam.
- Em…chyba będę…ale do południa bo mam lot o drugiej- powiedział chowając telefon. Pokiwałam głową z głupim uśmiecham się patrząc na Kai.
- Nie musisz przychodzić.
- Ale chce.
- No dobra- powiedziałam i wróciłam do kuchni opierając głowa o blat.- Nie znoszę go.

- Kris wyjeżdża?- Zapytał zdziwiony Tao.
- No tak- powiedziałam rozkładając ciastka na ladzie.
- Ojej…smutno będzie- powiedział Luhan a ja tylko pokręciłam głowa. Kris właśnie zabierał swoje rzeczy z zaplecza bo poprosiłam go by zwolnił szafkę dla Suho, który był tylko pomocnikiem baristy a w tym przypadku stał się głównym baristą więc kazałam Jaeah w końcu się od niego odlepić.
- Nie jest ci smutno nuna?- Zapytał Lay.
- Smutno mi, że będę miała więcej roboty- mruknęłam.
- Jak zwykle kłamiesz- powiedział Kai.
- Ty się nie odzywaj nikt cię nie pytał skubańcu- warknęłam wskazując na niego palcem. On jedynie uniósł rozbawiony brew i wrócił do tych wszystkich papierków.- A wy do pracy lenie- powiedziałam do chłopaków przede mną. Pokiwali niechętnie głowami i rozeszli się po kawiarni. Kai uśmiechnął się głupio nad tymi swoimi papierami i gdyby nie ludzie naokoło rzuciłabym w niego metalowym dzbankiem do latte art. Ale się wspaniałomyślnie powstrzymałam. Mogłam trafić kogoś innego a nie chcę pozwu. Zerknęłam w bok akurat w tym momencie, kiedy Kris schodził z torbą na ramieniu. W gruncie od razu szedł na lotnisko. Położył na blacie kluczyk. Schowałam go do kieszeni i podniosłam głową.
- Ty ale wrócisz, co nie?- Zapytałam przestraszona. O nie, jak ja mam tu być tylko z Suho to umrę. Zaśmiał się głupio.
- Jasne, ale się wystraszyłaś- powiedział rozbawiony.
- To nie jest śmieszne miałabym zapierdziel tak jak na początku, nie rób mi tego, zapłacę ci więcej- powiedziałam głupio.
- Liczę na to- zaśmiał się a ja sama bezmyślnie też się zasiałam..
- Powiedzenia- powiedziałam wyciągając w jego stronę rękę. Spojrzał na nią, po czym uścisnął ją i kiedy myślałam, że mnie puści pociągnął mnie i jasna cholera znowu mnie pocałował zaraz go zbiję przysięgam.
- Na razie- powiedział, po czym wyszedł. Przeklęłam głośno i schowałam się za ladą.
- I tak widziałem!- Usłyszałam głos Kai a ja jedynie zamknęłam oczy śmiejąc się do siebie głupio.
- Jak wrócisz to tak cię walnę że ci wszystkie zęby wypadną głupi wielkoludzie- zaśmiałam się dalej kucając. No i co z tego, że dalej uparcie wmawiam wszystkim, że go nie kocham?

- Nuna czemu jesteś taka zła?- Zapytał Sehun patrząc na mnie przestraszony.
- BO KURWA MAĆ JAK, KRIS WRÓCI TO MU CHYBA WPIERDOLE!- Krzyknęłam leżąc na blacie i kopiąc nogami w szafki pode mną.
- Ale…dlaczego?- Zapytał Luhan wychylający się z Sehuna.
- Bo mogę!
- Tak rzeczywiście to jest powalający argument- mruknął z boku Kai.
- Nie odzywaj się!- Krzyknęłam.
- Nuna chodź do kuchni. Straszysz klientów- powiedział D.O łapiąc mnie w pasie i ściągając z lady.
- Nie-e ja sobie poczekam i mu wpierdolę!- Dodałam szybko próbując wyrwać się z rak D.O
- Ale on wraca za tydzień- powiedział. Zmarszczyłam brwi.
- A nie dziś?- Wszyscy pokręcili głowami.- A ha no to chodź- mruknęłam wchodząc do kuchni.
- Nuna brak Krisa hyung źle na ciebie wpływa- powiedział D.O
- No wiem. Nie mam kogo obrażać- jęknęłam.
- Jasne, jasne!- Doszedł mnie krzyk Kai. Czy on jest cholernym nietoperzem?!


- Kris dziś wraca nuna- powiedział Luhan opierając się o blat.
- No wiem- powiedziałam z głupim uśmiecham widząc jego szczęście.
- W końcu wszystko będzie po staremu. Akurat otworzy się nowa cukiernia, „EXO” już nie ma, super- powiedział Lay a ja zaśmiałam się.
- Wiedziałem, że jak wrócę to wszyscy wypną się na mnie tyłkiem, ale że zrobi to Tao to nie sądziłam- powiedział Kris a ja wybuchłam śmiechem. Wszyscy opierali się o ladę i w gruncie rzeczy Kris miał rację. Kiedy chłopcy zdali sobie sprawę, w jakiej pozycji się znajdują wyprostowali się a ja spadłam z krzesła ze śmiechu widząc ich miny.- Tego też się spodziewałem. Masz szczęście, że nie śmiejesz się ze mnie- powiedział kładąc torbę na blacie.
- Bo co?- Zapytałam wstając.
- Pójdę sobie i nie wrócę?- Zapytał.
- Dobra…nie, nie- zaśmiałam się wycierając łzy.
- O Jezu popłakałaś się ze szczęścia!- Krzyknął głupio przytulając mnie a ja zaśmiałam się jak debil. Z jednej strony chciałam go kopnąć, ale jednak zdecydowałam się poklepać go po plecach.
- Wmawiaj sobie, że przez ciebie. Wmawiaj, wmawiaj- powiedziałam odsuwając się od niego. Chłopcy zniknęli żeby pomóc jakieś starszej pani i kobiecie z wózkiem a kiedy ja spojrzałam w górę Kris szczerzył się głupio.- A tobie, co?- Zapytałam.
- Cieszę się nie mogę? W końcu widzę, że się zdecydowałaś- powiedział opierając się.
- Na co?- Zapytałam zbita z tropu.
- Na to by przyznać, że mnie lubisz- powiedział a ja przewróciłam oczami odwracając się, ale zdążył mnie złapać i znów pocałować.
- Dobra przyznaje, ale przestań już mi to robić publicznie!- Krzyknęłam machając rekami czerwona ze wstydu. On tylko kiwnął głową zamykając mnie w uścisku. Zabiję się kiedyś przez niego.
- Obiecujesz?- zapytałam.
- Ale co?
- Nie całuj mnie przy ludziach- jęknęłam a on zaśmiał się.
- A nie przy ludziach mogę?- Zapytał opierając głowę o moją.
- Możesz- burknęłam.
- W końcu!- Krzyknął Kai i teraz na serio rzuciłam w niego tym dzbankiem. Co innego, że nie trafiłam. Ważne, że pokazałam mu, że mnie na to stać.- Dobra idę sobie zanim wszystko zniszczysz- powiedział wbiegając do kuchni.
- Zobaczysz jak powie komuś to cię zabije!- Powiedziałam do Krisa, ale on tylko się śmiał. No co za głupi chiński wielkolud.
- A niech cię szlak- warknęłam ruszając do kuchni.
- Tez cię kocham.
- Dobra, dobra…ja ciebie też.
Głupi debil. Nie wierze, że to powiedziałam. I tak dalej będę sobie wmawiałam, że go nie kocham. Bo mogę. Kto mi zabroni?

END


Ale maiłam ubaw jak przerabiałam ten tort XD No...to już koniec kochani mojego "Fallen". Sama nie wiem co powiedzieć. Żenada. Jak na crack'a przystało XD Fajnie mi sie pisało tak luźne opowiadanie. "My Kitten" niestety luźne nie jest...nie licząc początku ale...dobra mniej ważne. Nie wiem kiedy dam pierwszy rozdział...chciałbym jakoś w środę czy coś...Postaram się ^^ A tym czasem chciałabym was zaprosić na bardzo ważna notkę na LISL. Byłabym wdzięczna za dłuższe komentarze bo to pierwszy taki ff ^^ A tym czasem widzimy się -mam nadzieje- niedługo! ^^
G.G

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

"Fallen": Nine Muffins

9.



 Kiedy następnego dnia w cukierni wystawialiśmy ambasadorki, które robiłam z Kyungsoo połowę z nich zjadł Tao, Kris i Lay. Nie żebym, im nie pozwoliła. Wyszło ich nam koło tysiąca jak nie lepiej. Właściwie to ich zmusiłam. Ale kto by się czepiał.
- Jesteś złym człowiekiem- mruknął Kris patrząc na talerz z ciastkami, które mu przyniosłam. Tao pobiegł do toalety a Lay pisnął coś niezrozumiale i schował się za ladą.
- Nie. Po prostu bardzo upierdliwym- powiedziałam z przekonaniem kiwając głową. Kris uniósł tylko brew, po czym zabrała talerz kierując się w stronę skulonego Laya.
- Nuna mogę je dać mojej dziewczynie?- Wyjęczał, kiedy Kris wyciągnął go w końcu. Zmierzyłam go wzrokiem, po czym westchnęłam.
- Dobra. Ale niech zapłaci- powiedziałam, po czym zaśmiałam się z jego głupiej miny.- Żartuje przecież, Jezu. Weź dla niej jeszcze…dużo tego jeszcze- powiedziałam kiwając głową a on zrobił to samo, biorąc zza lady pudełko i wrzucając do niego ciastka te z talerza oraz te z wystawy a ja poszłam do kuchni gdzie Jaeah siedziała na jednym z blatów i pisała sms’y z wielgachnymi rumieńcami na twarzy.
- Powiedz Suho żeby pracował a nie flirtował z tobą przez telefon- mruknęłam. Jaeah kopnęła mnie w tyłek a ja tylko zaśmiałam się.- Powiedziałaś mu o twoich rodzicach?- Zapytałam wyciągając stolnice i sypiąc na nią mąkę.
- Zapomnieli zarezerwować bilety. Przyjadą w następnym miesiącu- powiedziała.
- Ty to masz farta. A co z Myungjae?- Zapytałam. Jaeah wzruszała rekami. Wyrzuciłam ją z kuchni i zawołałam Kyungsoo przekazując, co ten powinien zrobić, udałam się na zaplecze gdzie znalazłam Myungjae.
- A ty co?- Zapytałam. Rodzeństwo zachowywało się podobnie.
- Minri do mnie wróciła- powiedział zadowolony. Wyszłam stamtąd bojąc się o swoje życie, bo znając Myungjae nadawałby mi o tej lasce więcej niż Jaeah. Schodząc na dół zobaczyłam jak Kris rozmawia z jakimś wysokim mężczyzną w garniturze. Zmrużyłam oczy i zeszłam ze schodów nie podchodząc jednak do lady. Kris wzruszył rekami na słowa mężczyzny a ja podrapałam się w kark. O co tu chodzi? Kris wziął od niego jakaś kartkę, która schował do kieszeni i mężczyzna wyszedł.
- Kto to był?- Zapytałam opierając się na stole. Kris wzruszał rękami.- Co ci dał?- Powtórzył. Warknęłam zdenerwowana.- Mam cię wyrzucić?- Zapytałam a on znów wzruszał rekami. Na te słowa gdzieś niedaleko pojawił się Luhan.
- Czemu chcesz wyrzucić Krisa?- Zapytał.
- Na razie tylko …żartuje- powiedziałam.
- Na razie…?- Zapytał blondyn.
- Jak przestanie wzruszać ramionami to nie będę chciała- mruknęłam. Luhan wzruszał ramionami po czym widząc moje spojrzenie uśmiechnął się słodko.
- Po co przyszedł twój menadżer?- Zapytał Luhan a ja zatrzymałam się. Kris właśnie przywalił głową w ścianę i spojrzał wkurzony na blondyna.- No co?- Zapytał chłopaka patrząc na nas zdezorientowany.
- Jaki do kurny nędzy menadżer?- Zapytałam.
- Ona nie wie?- Szepnął.- To ty nic jej nie powiedziałeś?- Zapytał, po czym zasłonił usta i szybko uciekł prze moim rekami.
- Jaki. Kurde. Menadżer?- Zapytałam przesłodzonym głosem.
- Idź stąd boje się- powiedział odwracając się do mnie plecami.
- I dobrze- warknęłam, po czym złapałam go za tył koszuli i wyrzucając z kuchni tym razem Kyungsoo, założyłam ręce na piersi patrząc przeszywającym wzrokiem na zdenerwowanego Krisa.
- Co?!- Warknął.
- To ja się pytam, co?- Powiedziałam. Kris pokręcił głowa.
- Nie musze ci wszystkiego mówić- powiedział.
- Ale ja chcę wiedzieć- jęknęłam tupiąc nogą a on chyba próbował się nie uśmiechnąć. No….Jak się uśmiechnie to go kopne.
- Ale nie musisz. Mogę już wrócić do pracy?- Zapytał przestępując z nogi na nogę.
- Nie, dopóki mi nie powiesz.
- Zwalniasz mnie?
- Nie, jeszcze nie.
- Jak to „jeszcze”?
- No jak mi powiesz to cię nie zwolnię!- Krzyknęłam unosząc ręce jakby to było takie oczywiste. Widocznie nie było. YiFan westchnął.
- No mój menadżer z Chin, chciał żebym wrócił
- Po co?
- No znalazł mi prace.
- Gdzie?
- W Chinach.
- Jako…?
- Model- powiedział a ja zmarszczyłam brwi i podrapałam się po brodzie. Zerknęłam na niego katem oka i wzruszałam rekami.
- Jedziesz?- Zapytałam a on tym razem wzruszał rekami. Zmarszczyłam brwi.- Dobra możesz iść- powiedziałam odwracając się w stronę zaczętego przez Kyungsoo ciasta.
- Jesteś zła?- Zapytał.
- Nie.
- A więc jesteś. Na mnie. Hm…- mruknął. Wywróciłam oczami. Myśląc, że już sobie poszedł oparłam się o blat kładąc policzek na zimnym blacie. Czy ja jestem zła? Nie wiem, może trochę. Bardziej na to, że mi nie powiedział nic, ale przecież nie musiał. Może się martwię, że na prawdę pojedzie? No i co w tedy…miałabym problem. Musiałabym znaleźć baristę. Ale miałabym Suho…wiec, o co się martwię? Zmarszczyłam nos.
- Wiec będzie ci smutno jak pojadę. To dobrze.
Wzdrygnęłam się słysząc jego głos, ale kiedy już podniosłam głowę, nie było go w kuchni.
- No kurwa super- warknęłam uderzając czołem o blat.

~&~

Kiedy obudziłam się w kuchni myślałam, że moja głowa mi odpadnie. Na szczęście tak się nie stało. Ruszałam na zaplecze znajdując zapasowe ubranie. Przebrałam i umyłam się a na dole znalazłam Kai.
- Jak?- Zapytałam tylko związując włosy.
- Zabrałem Kyungsoo klucze- powiedział pokazując mi pęczek kluczy. Chciałam je wyrwać mu z ręki, ale zacisnął je w pięści.- Sadzę, że mi się przydadzą.
- Chcesz mnie podglądać jak śpię?- Zapytałam siadając przy stole. On tylko się zaśmiał.
- Wole patrzeć na kogoś innego. Ale wracając. Sadze, że dzisiaj nie pójdę do pracy- powiedział opierając się wygodnie na krześle. Uniosłem brew.
- Chcesz się zwolnić?- Zapytałam szczerze zdziwiona. Widziałam, że ten dzień kiedyś nadejdzie, ale nie sądziłam, że już..
- Wyglądasz na zaskoczoną- powiedział.
- No bo jestem- powiedziałam głupio.- Myślałam, że to jeszcze potrwa- dodałam wzruszając ramionami.
- Jak nie jesteś jeszcze gotowa mogę to przedłużyć- powiedział.
- Nie jest dobrze. A co z tym…ee…Baekhyunem?- Zapytałam. Kai przewrócił oczami.
- Hyung ma swoje humorki, ale Chanyeol umie się z nimi rozprawiać. Z resztą, zauważyłem, że i tak nie mógłby za długo pobyć bez możliwości urzeczenia Chanyeola w jego łeb- powiedział a ja zaśmiałam się.
- Ile szacujesz czasu dla „EXO”?- Zapytałam.
- Myślę, że tydzień to maksimum jej możliwości beze mnie- powiedział.
- Jak zwykle wysoko się cienisz- mruknęłam wstając a on tylko się uśmiechnął.- Będziesz tu siedział czy…?
- Nie wiem, pójdę spać do góry- powiedział, po czym wszedł po schodach i zniknął mi z oczu. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i ruszyłam do kuchni robiąc kolejne porcje babeczek. W cukierni pierwsza stawiła się Jaeah i Myungjae. Reszta przyszła w miarę o tej samej godzinie.
- Sorry, ale czemu Kai śpi na kanapie?- Zapytał Sehun. Kris zakrztusił się swoja kawą a D.O spojrzał na mnie przerażony.
- Małe rendevu już nie może być?- Zapytałam.
- Chciałabyś chyba- usłyszałam z góry zaspany głos Kai, na co zasiałam się. D.O nagle zbladł razem z nim Kris i Jaeah.
- No żartuje przecież!- Krzyknęłam a na zgodę usłyszałam jakieś niezrozumiałe mruknięcie Kai.- Zobaczycie- powiedziałam tylko, po czym złapałam za ramie Kyungoo i ruszyłam z nim do kuchni.
- To moje klucze wziął prawda?- Zapytał a ja zaśmiałam się.
- No do nikogo innego chyba nie przychodzi w nocy. No już także prócz mnie- powiedziałam z głupim uśmiechem a on tylko pokręcił głową.
- Zabije go- warknął ruszając do drzwi.
- Może później. Teraz łap za krem i ozdabiaj- powiedziałam rzucając w jego stronę rękaw cukierniczy.

          Kiedy doszła godzina dziewiąta w kuchni pokazał się Kai.
- Oni się na mnie dziwnie patrzą- poskarżył się opierając o blat niedaleko mnie patrząc jednak na D.O. Jak ma mi rozpraszać ludzi to nie kogoś, kto mi jest potrzebny.
- Bo wlazłeś tu w nocy i u nas nie pracujesz- powiedziałam przekonująco kiwając głową. On westchnął głośno. Kiedy do naszej cukierni znów zawitali Chen i Xiumin, którym Kris standardowo wydal kawę wpadła też Hanna.
- KAI!- Podskoczyłam wyrzucając rękaw w powietrze. Dobrze, że Kai go złapał. D.O oparł się ręka o blat trzymając za serce.
- Widzicie? Ja tak miałem, na co dzień- poskarżył się znów, jednak na mnie nie zrobiło to wrażenia. I chyba nie maiło. Bo to Kyungsoo do niego podszedł. Więc wyszłam by spotkać się z moją dawną koleżanką ze szkolnych lat. Hanna stała na środku kawiarni i wyglądała na bardzo złą. Nie dziwnie jej się.
- Czemu krzyczysz?- Zapytałam. Chen i Xiumin wyglądali na równie przestraszonych. O tak wczesnej porze jedynie oni byli w naszej cukierni.
- Czemu zabrałaś mi Kai?- Zapytała.
- Ja nikogo nie zabieram. Oni idą do mnie- powiedziałam zadowolona, kiedy Hanna zauważyła Luhana i Sehuna.
- Ty złodziejko!
- Nie słuchasz mnie- jęknęłam na to tylko. Kai wyłonił się z kuchni.
- Wracamy do „EXO”!- Krzyknęła łapiąc go za ramie.
- Ja nigdzie nie idę. Powodzenia- powiedział wyrywając rękę z jej uścisku i sam wyszedł, ale skierował się w przeciwną stronę niż ta, która prowadziła do „EXO”. Hanna wzięła kilka głębokich wdechów.
- Nie odpuszczę ci tego- warknęła i tupiąc głośno nogami wyszła.
- Ale było fajnie- powiedziałam z zadowolonym uśmiechem a Kris zamknął tylko oczy kręcąc głowa. Tao spojrzał na mnie skrzywiony. Zza niego wychylał się Lay.
- To…już?- Zapytał Luhan a ja pokiwałam głową.
- Do końca tygodnia „EXO" upadnie, a „Fallen” zdobędzie jeszcze kilku pracowników. Ewentualnie- powiedziałam widząc jak Kai wchodzi tu z powrotem.
- Kiedy otwierasz druga cukiernie?- Zapytał na wstępnie.
- Nie wiem
- Pospiesz się. Widziałem jak Hanna jechała do tego budynku, który mi pokazywałaś- powiedział a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Co? Gdzie? Jak?!- Krzyknęłam zrzucając z siebie fartuch.
- Nie mamy kasy!- Krzyknął za mną Myungjae
- Od czego jest kredyt do cholery!- Krzyknęłam i łapiąc Kai za ramie pociągnęłam go do samochodu, którym zawiózł nas do lokalizacji, w której chciałam otworzyć kolejne „Fallen”. Wyprzedziliśmy samochód Hanny i ja jak burza wpadłam do budynku.
- W czym mogę pomóc?- Zapytał mężczyzna.
- Chcę kupić ten lokal- powiedziałam szybko a on uśmiechnął się. Po chwili weszła do środka Hanna.
- Chcę ten lokal!- Krzyknęła a ja z ulgą oprałam się o biurko.
- Przykro mi, ale ta pani już zadeklarowała kupno- powiedział z przepraszającym uśmiechem. Przybiłam piątkę z Kai. Hanna zrobiła się czerwona i wyszła.
- Czy muszę płacić coś teraz czy co?- Zapytałam.
- Nie, oczywiście, że nie. Spisze umowę i kiedy będzie maiła pani pieniądze proszę się tu zgłosić. Od zapłaty mamy tydzień żeby się przenieść- powiedział. Dopiero teraz zauważyłam, że w jednej części znajdowało się jakieś biuro a druga była całkowicie w surowym stanie.
- Dobrze, w porządku- powiedziałam odbierając od niego papiery. Kiedy wyszłam Hanna rzuciła się na mnie, ale Kai szybko ją ze mnie ściągnął.
- Czemu wszystko mi niszczysz?!- Krzyknęła. Spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Panie się znają?- Zapytał mężczyzna.
- A skąd! To jakaś wariatka!- Krzyknęłam. Kai pokiwał głowa i złapała mnie za przedramię ciągnąc w stronę samochodu. Dalej patrzeliśmy na Hanne naszym „przestraszonym” wzrokiem dopóki nie odjechaliśmy. Oparłam się wygodniej o fotel przecierając rękami twarz.
- Wiedziałam, że jak już tu przeleziesz to będzie miała problemy, ale nie wiedziałam, że takie- jęknęłam a on tylko się zaśmiał.


No i mamy dziewiąty rozdział! Został już tylko epilog ^^ Rozdział krótszy no ale tak wszyło xD Epilog też będzie krótki. A później "My Kitten". Zrobiono mi okładkę wiec jestem taka podjarana, że najlepiej to już bym pierwszy rozdział wstawiała ale poczekam XD Epilog postaram się wstawić w piątek ^^ Do zobaczenia!
G.G

wtorek, 23 lipca 2013

"Fallen": Eight Muffins

8.


 Następnego dnia, kiedy otwierałam cukiernie dostałam małego zawału serca.
- Co ty za przeproszeniem odpierdalasz?- Szepnęłam jakby bojąc się, że kiedy mój głos się podniesie moje serce pęknie. Kris wyglądał jak siedem nieszczęść, włosy dziwnym trafem stały się blond z czarnymi plamami a z rąk skapywał mu truskawkowy sos. Znaczył, miałam nadzieje, bo jeśli to krew…o.
- Nie mdlej!- Krzyknął szybko widząc pewnie moja bladość.- To tylko sos…- powiedział dalej badawczo na mnie patrząc. Wzięłam głęboki wdech zamykając za sobą drzwi uspokajając swój mózg i rzucając płaszczem w wieszak. Jaki fart nawet się nie wywrócił.
- Powiedz, że nie byłeś tu cała noc- powiedziałam ściągając torbę.
- Byłem
- Po cholerę?
- Nie mam domu- mruknął robiąc smutna minę.
- To ciekawe gdzie spałeś jak dotąd…- mruknęłam jedynie a on pokręcił głową.
- Myślisz że nie mam przyjaciół?- Zapytał.
- Nie- spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.- A masz?- Szepnęłam niby zaskoczona na co przewrócił oczami.- Co robisz?- Zapytałam łapiąc za szklankę i patrząc następnie na niego spojrzeniem bardzo zdziwionym.- Piszesz wyznania na kawie?- Zapytałam widząc wielkie serca a nad nim i pod nim jego imię i pseudonim.
- Czasem musze sobie posłuchać takich cudownych słów nie sadzisz?- Zapytał a ja zignorowałam jego jakże jasna aluzję.
- Aleś jesteś uparty- mruknęłam na to patrząc z powątpieniem na bluzę którą złożyła mi Jaeah. Tylko ten debil skręca rękawy.
- A ty masochistyczna- mruknął tylko. Oj za dobrze mnie zna. Ja i moje masochistyczne zapędy.
- Ja się nie tnę.
- Chodziło mi o psychiczny masochizm ale dobrze wiedzieć- mruknął znów coś bazgrząc na kawie. Spojrzałam na niego marszcząc brwi. Dziwnie się zachowywał. Chciałam go zajść od tyłu ale zbliżyłam się ledwo na półtorej metra a jego ręka wylądowała na mojej głowie odpychając mnie do tyłu.
- Yah! Co robisz?- Burknęłam.
- Nie przeszkadzaj mi- mruknął tylko. Okey….chyba się wkurzył. Wzruszyłam jedynie ramionami i weszłam do kuchni ubierając swój strój. Do cukierni wszedł Tao. Spojrzał dziwnie na Krisa, jeszcze dziwniej na mnie, uniósł oczy do góry powiedział coś po chińsku za co zbeształ go Kris po czym poszedł się przebrać. Za nim wszedł Lay, spojrzał na nas nieprzytomnie, zapytał coś po chińsku na co odpowiedział mu Kris i także poszedł się przebierać. To cholernie wkurzające kiedy nie wiem o czym rozmawiają.
- Cześć nuna.- Przestraszona podskoczyłam dostrzegając D.O
- Cześć oppa- powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
- Kris hyung już jest?- Zapytał zdziwiony.
- Yhm…ponoć tu spał- powiedziałam przyglądając się krytycznie babeczce. Zignorowałam spojrzenie D.O i wyszłam na sale potykając się kabel i wpadając prosto na Krisa. Uwielbiam siebie i swoja niezdarność.
- Wiedziałem że na mnie lecisz- skwitował a ja westchnęła zirytowana wyplątując się z jego ramiona.
- Bardzo zabawne kurde mać. Powiedz że sam to wymyśliłeś a będę mogła się śmiać- mruknęłam wkurzona patrząc nienawistnie na kabel. On tylko wzruszył ramionami odwracając się do mnie plecami i wracając do swojej kawusi. O nie. Nie będzie mnie dupek ignorował! Jeszcze zanim zdążyłam wyrazić swoje niezadowolenie co do jego zachowania moja ręka która chciała go walnąć zatrzymała się a ja spojrzałam na jego plecy niedowierzająco.
- No nie wierzę- powiedziałam a on spojrzał na mnie zaskoczony.
- Co?- Zapytał patrząc na mnie uważnie.
- Ty…masz tatuaż?- Zapytałam zaskoczona łapiąc go za ramie gdzie zza koszuli prześwitywał czarny rysunek. Kris wyrwał swoją rękę z mojego uścisku ale ja już pobiegłam na górę obwieszczając wszystkim że głupi wielkolud ma tatuaż.
- Hyung! Nawet się nie pochwaliłeś!- Jęknął Tao a on spojrzała na niego wkurzony a później na mnie. Boże jestem taka wredna.
- Cześć wam…co tu się dzieje?- Zapytała Jaeah wchodząc do kawiarni z Myungjae. Właśnie chowałam się pod stołem przed morderczymi spojrzeniami Krisa śmiejąc się jak głupi do sera.
- Nie wystarczy ci że mu złamałaś serce jeszcze się z niego nabijasz?!- Jęknęła Jaeah. Kopnęłam ja mocno w nogę przez co by upadła gdyby nie jej głupi brat który ją złapał. Wyczołgałam się spod stołu otrzepując ubranie i patrząc na nich uważnie.
- Znaleźliśmy lokal na nowe „Fallen”- powiedział Myungjae. Wyrwałam mu kartkę z ręki czytając wszystkie informacje.
- Nadal mamy za mało pieniędzy- powiedziałam chowając kartkę do kieszeni zapaski.
- Nie mówię że teraz. Może z kilka miesięcy. Nikt nie chce tego kupić przez zaniedbanie ale wszystko można wyremontować- powiedział wesoło chłopak a ja tylko przytaknęłam po czym ruszałam do kuchni razem z D.O. Chłopak miał mieć dzisiaj egzamin dzięki któremu otrzyma certyfikat cukiernika więc ćwiczyłam z nim niektóre przepisy od razu dostarczając wypieki do cukierni.

- Oppa hwaiting!- Krzyknęłam ostatni raz kiedy wychodził z cukierni.
- Oby mu się udało- powiedziała Jaeah przyciskając swoje dłonie do piersi.
- Zdolny jest na pewno mu się uda- powiedziałam po czym zaskoczona spojrzałam na Krisa który roznosił kawę.- Czemu on tu chodzi?- Zapytałam. Razem z Jaeah rozejrzałyśmy się ale nigdzie nie mogłyśmy dostrzec Tao ani Laya. Jedynie Myungjae gdzieś przemknął nam na drugim piętrze.
- Gdzie są Tao i Lay?- Zapytałam Krisa łapiąc go za rękaw koszuli.
- Nie mam pojęcia- mruknął tylko ruszając dalej. Głupi, wkurzony wielkolud. Westchnęłam jedynie i wbiegałam po schodach na górę po czym weszłam na zaplecze dla pracowników. Lay leżał na kanapie i albo spał albo był nieprzytomny. Tao leżał na ziemi twarzą do podłogi.
- Co wy wyrabiacie?- Warknęłam zdenerwowana. Nawet cholera nie drgnęli. Zazgrzytałam zębami i szturchnęłam Laya którego głowa poleciała na bok i jednocześnie kopnęłam Tao który tylko zerwał się przestraszony.
- Nuna?
- Co wy robicie?- Zapytałam młodszego.
- Po prostu…źle się poczuliśmy tak nagle nie wiem co się stało…i Lay hyung chyba zemdlał…i chyba ja też…jaki mamy dzień?- Zapytał niepewnie. Udzieliłam mu wszystkich informacji po czym zabrałam się za budzenie Laya. Yixing mruknął niewyraźnie że bardzo kocha swoją mamę ale woli Kyuri.
- Lim jest Kyuri?- Zapytałam.
- To jego dziewczyna- powiedział Tao a ja otworzyłam usta zaskoczona.
- Lay…obudź się- mruknęłam
- Też cię kocham- burknął a  ja zaśmiałam się
- Co wy robicie?- Zapytał Kris.
- Budzimy Yixinga.
- Co mu się stało?- Zapytał znów.
- Zemdlał. Chyba…- mruknęłam po czym uderzyłam nieprzytomnego chłopka w policzek.
- Nie to nie ja!- Mruknął szybko siadając po czym przetarł szybko oczy.- Co się stało?- zapytał.
- Co piliście lub jedliście zanim tu zawędrowaliście?- Zapytałam.
- Piłem kawę…ta co stała niedaleko ekspresu i dałem trochę Tao bo mnie dręczył- powiedział Lay a Kris przywalił sobie mocno ręką w czoło.
- Mocniej- mruknęłam cicho.
- Głupki! To jest zlewka resztek wszystkich kaw które dzisiaj zrobiłem- powiedział załamany a ja spojrzałam na Laya z niedowierzaniem. Ja zawsze wiedziałam że jest nieogarnięty no ale proszę…
- Oh…na prawdę? Nie wiedziałem…powinieneś to gdzieś ukrywać hyung!- Burknął oburzony a ja tylko pokręciłam z niedowierzaniem głową wychodząc z zaplecza i schodząc na dół gdzie zobaczyła Jaeah gniotąca w morderczym ucisku LuHana.
- Oppa?- Zapytałam schodząc szybko ze schodów.
- Cześć nuna, mogę wrócić?- Zapytał. Gapiłam się na niego chwile, rzuciłam krótkie spojrzenie Sehunowi stojącemu obok i Kai który szybko przemknął obok naszej cukierni.
- No pewnie!- Zakrzyknęłam ucieszona.
- A go też przyjmiesz nuna?- Zapytał patrząc na mnie wielkimi oczami i wskazując na Sehuna który uśmiechnął się nieśmiało. Proszę, jaki uroczy.
- Oczywiście. Tylko dokumenty poproszę- powiedziałam zadowolona. Odebrałam od teraz najmłodszego wszystkie dokumenty i schowałam je do odpowiedniej szuflady.
- Witam z powrotem Lulu oppa!- Zakrzyknęłam przytulając go.
 ~&~

Nigdy nie czułem się lepiej. W końcu zadowolony wyszedłem z jednej z cukierni w której maiłem egzamin i z certyfikatem w ręce ruszyłem z powrotem do „Fallen” żeby przekazać dobre nowiny Mayi ssi.
Wparowałem do cukierni z zaskoczeniem rejestrując otumanionego Tao i Laya oraz LuHana hyung wraz z tym…no…Sehunem!
- Hyung?- Zapytałem.
- Oppa?- Zapytała w tym samym czasie Maya.
- Zdałem- powiedziałem z szerokim uśmiechem a ona pisnęła głośno podskakując w miejscu i machając na wszystkie strony rekami, rzuciła się na mnie mocno ściskając.
- LuHan hyung wrócił!- Krzyknął Tao a ja skłoniłem się blondynowi i uścisnąłem rękę Sehunowi.
- To teraz będę mogła cię zostawiać samego w kuchni bez obaw! Tak się cieszę oppa!- Zaśmiała się Maya znów mnie mocno przytulając. Pokiwałem zadowolony głowa. Czułem się w końcu spełniony. Kiedy każdy skończył mi gratulować zabrałem się od razu do pracy. Z lekkim niepokojem ale też i rozbawieniem obserwowałem jak Maya cały czas dokucza Krisowi który w ogóle nie zwracał na to uwagi przez co Maya chodził zła. Od razu było widać że nuna okłamała nie tylko nas ale i Krisa hyunga ale już dawno postanowiłem sobie że nie będę się wtrącał.
- Oppa, idź dzisiaj wcześniej do domu- powiedziała po pewnym czasie Maya kiedy wsadziłem ostatnią porcje babeczek do piekarnika. Spojrzałem na nią zaskoczony.- Idź gdzieś ze znajomymi powinieneś to uczcić!- Powiedziała po czym siłą wypchnęła mnie z kuchni po czym ściągając ze mnie bluzę kucharską wypchnęła z cukierni dorzucając tylko do mnie plecak. Zamachała mi zza oszklonych drzwi i zniknęła za tymi od kuchni do których odprowadził ją spojrzeniem Kris. Wzruszyłem tylko ramionami i odwróciłem się z zamiarem powrotu do domu.
- Gratuluje hyung.- Wstrzymałem oddech przestraszony dostrzegając przed sobą Jongina. Ja nie wiem jak on to robił. Nigdy nie wiadomo z której strony ci wyskoczy i tak go nie usłyszysz. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Dziękuje- powiedziałem po czym oboje ruszyliśmy w stronę mojego domu. Przez chwilę szliśmy w ciszy.- Hanna była zła?- Zapytałem szybko.
- Ma LuHana i Sehuna?- Zapytał a ja kiwnąłem głową- Tak. Ale oczywiście wydarła się na mnie że nie umiem upilnować pracowników- warknął tylko mrużąc oczy. Spuściłem głowę. Może nasza cukiernia nie była prowadzona w tak profesjonalny sposób jak „EXO” ale przynajmniej nikt na nikogo nie krzyczał. No prócz Mayi na Krisa ale wszyscy wiemy o co chodzi.
- A kiedy ty odejdziesz?- Zapytałem.
- Chcesz żeby już z tobą pracował?- Zapytał a ja przełknąłem śline. Zbyt przewidywalny, jestem dla niego zbyt przewidywalny. Jednak postanowiłem nie odpowiadać na to pytanie.- Pewnie za kilka dni- powiedział kopiąc pobliski kamień który odbił się od pnia wiśni i trafił prosto do kosza. Perfekcja w każdym calu.

Kiedy doszliśmy do mojego mieszkania Jongin nawet nie musiał pytać o zgodę na wejście, wystarczyło mu to że długo wpatrywałem się w drzwi. Sam odebrał mi klucze i otworzył wejście czekając aż wejdę i poczekam na niego na przedpokoju. Nie mogę być tak przewidywalny.
- Jestem przewidywalny, prawda?- Zapytałem ściągając buty.
- Tylko dla mnie. Za dobrze cię znam- powiedział wesoło a ja zagryzłem wargę wchodząc do kuchni i robiąc sobie herbatę i kawę. Nie pijam kawy w domu odkąd spróbowałem kawy Krisa hyung, która chyba uzależnia czy coś.. Postawiałem przed nim kubek i usiadłem obok ze swoim.
- Wasz barista nie robi dobrej kawy?- Zapytałem.
- Suho hyung robi dobrą kawę ale ja wolę twoją- powiedział spokojnie upijając łyk ciemnego płynu. Nie wiem czemu się zarumieniłem.
- Hyung…- Jongin odstawiał kubek a ja zacisnąłem na swoim palce. Czułem jak jego oddech owiewa moją twarz ale nie chciałem na niego potrzeć.- Czemu mi to robisz? Kiedy wychodziłem z domu dziecka obiecałeś że nie pozwolisz by ktokolwiek mnie skrzywdził…Teraz sam to robisz- powiedział a ja poczułem ukłucie w sercu. Mówiłem…to wszystko było prawdą ale skąd miałem wiedzieć? Że nie będzie uroczym i nieśmiałym chłopcem już nigdy więcej?- Wiesz że to przez ciebie się zmieniłem? Wiem…nie lubisz tego ale…to nie moja wino to samo się stało.- Spojrzałem na niego zaniepokojony odnotowując smutek w jego głosie. Rzeczywiście był smutny i wpatrywał się swoimi pięknymi oczami w mętną kawę której nawet nie potrafiłem dobrze robić. Chyba powinienem…
- Bo…kazałeś mi tak nagle się wyprowadzić. Wiesz jak ciężko było mi znaleźć dla siebie miejsce?- Zapytał patrząc na mnie a ja spuściłem głowę widząc w jego oczach ból.- Musiałem długo pracować żeby w końcu nie pomieszkiwać u przyjaciół i by w końcu zarobić na mieszkanie dla siebie. A ty…nawet się o mnie nie martwiłeś- powiedział a na jego ustach wykwitł rozżalony uśmiech.- Nie sądziłem że mógłbyś kiedykolwiek być taki dla mnie- powiedział po czym odstawił kawę na stół i złapał ,mnie za ramie.- I teraz chcesz mi wmówić że mimo wszystko nie chcesz mnie z powrotem? Że to przeze mnie?- Zapytał ale tak właściwie to nie były pytania. Zagryzłem wargę a on tylko westchnął i wstał po czym poprawiając spodnie ruszył w kierunku wyjścia.
- Przepraszam cię Jongin ah…ja…- westchnąłem myśląc że już wyszedł ale zobaczyłem go dalej stojącego w drzwiach mojego salonu wiec wstałem i stanąłem za nim.- Ja przestraszałem się tego co do mnie czułeś…czujesz- powiedziałem i niezdarnie objąłem go rekami od tyłu.- Ale nie zostawiaj mnie. Ja…wszystko naprawie- powiedziałem przyciskając go do siebie jeszcze mocnieje. Jedyne co później poczułem to usta Jongina i jego łzy spływające na moją twarz.

- Baekkie?- Boże czemu on mi to robi? Chyba na złość poustawiał wszystkie meble na mojej drodze. Na drodze do włącznika światła.- Przepraszam co znów zrobiłem źle?- Jęknąłem kiedy kopnąłem w stolik do kawy. Odpowiedziała mi cisza. Kiedy w końcu dotarłem do włącznika okazało się że wszystkie meble są na miejscu. Dziwne…
- Baekhyunnie~! Skarbek no weź…- jęknąłem i wszedłem do łazienki mając nadzieje znaleźć go tam malującego oczy eyelnerem przez co będzie wyglądał jeszcze seksownej i bym go zgwałcił. Z jego pozwoleniem oczywiście…może…Skierowałem się w stronę pokoju który ja maiłem w zwyczaju nazwać „sypialnią”. Baekhyun mówił na ten pokój „pomieszczenie w którym jestem zmuszony z tobą spać”. Jak dla mnie to za długa nazwa dziwie się że mu się czasem słowa nie po przekręcają. Wracając. Znalazłem Baekhyuna śpiącego w łóżku w pozie urażonej. Czyli skulony, z kołdrą zasłaniającą głowę, tak ściśnięty że musiałbym chyba użyć łoma żeby kołdra się od niego odczepiła. W jednej ręce ściskał coś mocno ale definitywnie nie spał gdyż miał za bardzo zaciśnięte powieki. Przechyliłem jedynie głowę, ściągnęłam buty, spodnie i koszule i położyłem się obok niego odwracając się do niego plecami i przykrywając się skrawkiem kołdry którą Baek zostawiał mi do dyspozycji. W sam raz by okryć ramię…Leżałem tak chwile w ciszy i kiedy już zaczynałam tracić nadzieje na to że mój plan jednak się powiódł, małe ciałko obok mnie poruszyło się a no mojej twarzy od razu wykwitł szeroki uśmiech kiedy poczułem jak się odwraca. Czułem przez jakiś czas jego spojrzenie na mojej osobie.
- Channie…śpisz?- Szepnął cicho trochę ospałym głosem a ja miałem ochotę pisnąć dziewczęco odwrócić się, złapać w ręce jego małą twarzyczkę i mocno ucałować. Jednak brukałem coś tylko pod nosem na znak, że go słucham. Poczułem jak oparł się na moim okrytym kołdrą ramieniem.
- Dlaczego Luhan hyung i Sehun odeszli?- Zapytał a ja zmarszczyłem brwi. Był zły na mnie czy na nich bo już nie łapie. Wzruszyłem ramionami na tyle ile mogłam będąc przez niego przygniatanym.
- Myślisz że to przez Kai?- Zapytał. Na kogo on jest w końcu zły?
- Jesteś na nich zły?- Burknąłem pocierając nos nadal z zamkniętymi oczami.
- Nie- powiedział a ja miałam ochotę walnąć siebie…no jego nie byłbym w stanie nawet jakbym chciał.- Jestem zły na ciebie.- Okey czyli jednak miałem rację.
- Hę…? Czemu?- Odwróciłem się zrzucając go z mojego ramienia. Spojrzał na mnie uważnie.
- Przyznaj, że już nie czujesz do mnie tego co wcześniej- powiedział a ja chyba właśnie doznałem zapaści. Chyba mi oczy wyskoczyły z orbit, szczęka przeturlała pod łóżko a ramiona wypadły z barków.
- C-co? Co ty wygadujesz skarbek?!- Wycharczałem bo mi się chyba coś nawet w strunach głosowych poprzestawiało. Chłopak zrobił naburmuszona minę.
- Zachowujesz się jakoś dziwne, cały czas tylko czochrasz moje włosy i nic do mnie nie mówisz- burknął. Spojrzałem na jego smutna twarz i aż chciało mi się płakać.
- Nie pardwa, to wszystko nie prawda!- Zapewniłem szybko łapiąc go z ramiona i przyciskając do siebie.- Ja po prostu wiem że nie lubisz jak ci okazuje uczucia publicznie więc je ograniczam do minimum. Myślałem że wiesz jak bardzo cię kocham!- Zakrzyknąłem całując go w czubek głowy.
- Naprawdę?- Zapytał a ja pokwitałem żywo głową mrucząc mu do ucha zapewnienia.
- Ale…co ty masz w ręce?- Zapytałem niepewnie odsuwając go trochę od siebie. Starszy spojrzał na swoja dłoń na której leżało pióro które dałem mu na urodziny.
- Myślałem że je zgubiłem i cieszyłem się jak je znalazłem- przyznał patrząc chwile nie pióro po czym swoje uradowane spojrzenie przeniósł na mnie a ja jedynie do czego byłem zdolny to pochylenie się nad nim i złożenie pocałunku na jego rumianych ustach. Kiedy usłyszałem jak pióro spada z łóżka upadając na podłogę a palce Baekhyuna wplątują się w moje włosy, mruknąłem zadowolony napierając na jego ciało sprawiając że położył się na łóżku.
- Mm…Channie…- mruknął cicho miedzy pocałunkami.
- Hmm..?
- Pokaż mi jak bardzo mnie kochasz- wyszeptał uśmiechając się a w jego oczach zobaczyłem drapieżny błysk. Mój Baekhyun w końcu wrócił.
 ~&~

- Hmm…?- Mruknęłam obserwując cała cukiernie z piętra. LuHan oppa został pozytywnie przywitany przez rozwrzeszczane nastolatki jednak biedny Sehun chyba dostał zawału zdając sobie sprawę że nie tylko jego ukochany hyung jest obserwowany przez te nieletnie kryminalistki. Znaczy…nastolatki. Pewnie dlatego właśnie wbiegł na piętro i schował się na zapleczu. Powinnam z nim porozmawiać…?
- E…nie- mruknęłam po czym szybko zbiegałam na dół mijając się z LuHanem.
- Zaplecze!- Krzyknęłam tylko kiedy otwierał usta i wbiegałam do kuchni. Oh….tego się nie spodziewałam.
- Oppa? Co się stało?- Zapytałam niepewnie patrząc na D.O z głową w górze maki. Że też nie wpadłam na taki pomysł z poduszką wcześniej. Chłopak tylko coś mruknął podniósł głowę otrzepując ja szybko z mąki i powlekł się do jednego z piekarników wyciągając z niego ogromny biszkopt.
- Jezu oppa to jakieś zamówienie?!- Krzyknęłam gdyż ciasto było naprawdę wielkie. Tak…z piętnaście centymetrów?
- Nie…dałem za dużo proszku do pieczenie- bąknął a ja już nie wiedziałam co tu się ostatnio dzieję. Chyba jedynymi którzy zachowywali się normalnie to Tao i Lay. Jaeah i Myungjae zaczęli panikować bo ich rodzice przyjeżdżają za tydzień a obydwoje namawiali im że oczywiście, posiadają już wybraków swych serc których prawdopodobnie poślubią. Jaeah nie omieszkała poprosić i pomoc Laya który miał już dziewczynę, Sehuna oraz Krisa który taktownie ją wyśmiał. Co za wredne, wielkie, głupie…
- Nuna?- Spojrzałam zaskoczona na D.O.
- Co?
- Możesz….przestać miażdżyć moją rękę?- Zapytał. Spojrzałam w dół i szybko puściłam ramie chłopka po którym zostawiałam czerwony ślad.
- Wybacz…po prostu wszyscy zachowujecie się tak dziwnie…- mruknęłam na to a Kyungsoo tylko westchnął.
- Przepraszam, ja…
- Nie, nie tłumacz się rozumiem że macie swoje problemy ale aż mnie dziwi że nagle wszyscy w tym samym momencie…- mruknęłam.
- Jeden możesz szybko i łatwo rozwiązać- powiedział.
- Nie będę udawała dziewczyny Myungjae- mruknęłam tylko.
- Nie- warknął mrużąc oczy.- Nie o to mi chodziło.
- Dziewczyny Jaeah też nie- dodałam szybko lekko zaskoczona.
- Wystarczy jak powiesz Krisowi hyung prawdę i o jeden problem mniej- powiedział zadowolony a ja tylko zmrużyłam oczy.- Nuna no weź ja wiem wszystko- zaśmiał się.
- Jesteś gorszy niż Kai…czy on ci czasem nie mówi o tym „wszystkim”?- Zapytałam a D.O tylko westchnął.- Wiedziałam. Wredna mała jędza jak go spotkam to mu te nogi z tej zgrabnej dupy powyrywam i będziesz musiał go nosić- mruknęłam tylko wychodząc z kuchni podczas gdy Kyungsoo śmiał się w najlepsze.  Nienawidzę gdy inni ludzie mają rację. Albo dobrze zdają sobie sprawę z tego kiedy kłamię.
- Co to?- Zapytałam widząc przed sobą kawę która trzymał Kris.
- Spróbuj- powiedział.
- Nie-e boje się- powiedziałam patrząc na napój niepewnie. Blondyn tylko wywrócił oczami więc wzięłam kawę ostrożnie do reki i najpierw ja powąchałam.
- Czy to jest…?-
- Mozę- powiedział a ja wywróciłam oczami i upiłam małego łyka. O KURWA MAĆ CO TO JEST I CZEMU JEST TAKIE DOBRE?! Aha i BOŻE DZIKĘKUJĘ ŻE SPRAWIAŁEŚ IŻ UMIEM NIEOKAZYWAĆ WĄŁSNYCH EMOCJI!
- Dobre, co to?- Zapytałam oddając mu kawę ale zignorował ten gest wiec stwierdziłam że mogę ja zatrzymać. No i dobrze.
- Przed chwila na to wpadłam. Można to dodać do menu- powiedział pokazując mi kartkę ze składnikami których użył.
- Napar z winogron i sok z cytrusów- przeczytałam zaskoczona. No dobra w ogóle nie czułam cytrusów była lekko kwaskowa a winogrono to było czuć na kilometr ale jak on to zrobił.
- Jak ty to…
- Moja tajemnica- powiedział uśmiechając się a ja pokręciłam głową od razu się odwracając. Głupie rumieńce! Krew wracaj na swoje miejsce!
- A masz jakąś nazwę?- Zapytałam opierając się o ladę.
- Nie, ale coś się wymyśli do jutra- mruknął zaparzając kolejną, nie wiem czy tą samą bo odwrócił się do mnie plecami. Upiłam kolejny łyk i zmrużyłam oczy w zastanowieniu. Kiedy tak rozmyślałam nad ewentualnym rozprawieniu się ze sprawą zwiana z głupim chińskim wielkoludem do kawiarni weszła nowa klientka. Może jakoś specjalnie bym na nią nie zareagowała gdyby nie to że rzucała mordercze spojrzenia każdej napotkanej dziewczynie w tym nawet o zgrozo mnie. Nie doszła nawet do połowy cukierni kiedy nagle niewiadomo skąd pojawiał się Lay odwracając ją przodem do drzwi i zaczął wypychać z pomieszczenia. Szturchnęłam Krisa żeby nie przegapił tego wodowiska.
- Ja chce wiedzieć co tu się dzieje!- Powiedziała oburzonym głosem dziewczyna
- Jagiya nic się nie dzieje powiedziałem że pójdziemy na randkę później- mruknął chłopka.
- Jagiya?- Zapytałam.
- Randkę?- Mruknął za mną Kris. Spojrzeliśmy na siebie zaskoczeni po czym wytężyliśmy słuch gdyż słowa wypowiadane przez dziewczynę były dość głośne ale te przez Yixinga już nie.
- Nawet nie powiedziałeś mi gdzie dokładnie pracujesz, dlaczego?- Zapytała wyrywając się z jego ramion.
- Nie powiedział jej?- Szepnęłam zaskoczona upijając łyk kawy.
- Pewnie bał się że będzie zazdrosna- powiedział cicho Kris.
- Co się dzieje?- Zapytał D.O stojąc obok nas.
- Dziewczyna Laya przyszła- powiedzieliśmy jednocześnie. Kyungsoo tylko zaśmiał się z nas i wrócił do kuchni. Co za człowiek.
- Nie chciałem żebyś się denerwowała. Proszę, Kyuri porozmawiamy jak skończę prace- powiedział i uśmiechnął się do niej ukazując swoje słodkie dołeczki.
- Odpuści mu?- Zapytał Kris.
- Skoro to jego dziewczyna to pewnie tak. Za ten uśmiech to ja też bym mu odpuściła…- mruknęłam a Kris spojrzał na mnie zdziwiony.- No co? Taki dołeczki są słodkie- powiedziałam uciskając własne policzki a on sam się zaśmiał.
- Uh…dobra- powiedziała po czym pocałowała go w policzek i wyszła.
- Dobrze że nie ma tak dużo jego klientek bo by na zawał padły- mruknął Kris wracając do kawy.
- Nieźle Lay- powiedziałam z uśmiechem a ten tylko uśmiechnął się lekko po czym zarzucając sobie szmatkę na ramie wszedł na piętro. Zapatrzyłam się chwile na miejsce gdzie zniknął.- Myślisz że Tao też ma dziewczynę?- Zapytałam Krisa.
- Oszalałaś? On się boi kobiet- powiedział Kris a ja wyplułam kawę zaskoczona.- Dobra może nie boi się ich tylko o nie. Myśli że one się go boją- sprostował a ja uniosłam brew.
- Niby czemu?
- Bo wygląda jak wielka zabójcza panda- powiedział.
- No to dobrze- powiedziałam a on uderzył się dłonią w głowę.- Mocniej. Ale o co znów chodzi?- Jęknęłam.
- Nie wiem czy wiesz, może jednak się mylę i nie jesteś kobietą- rzuciłam mu mordercze spojrzenie.- Ale zazwyczaj słyszałem że kobiety nie lubią morderczych niedźwiedzi- powiedział.
- Nie. Ale lubimy pandy- powiedział z głupim uśmiecham a ja juz nie wiedziałam czy on się śmieje czy płacze.- No już nie płacz kawowy wietrze- Ha! Wiedziałam że się wkurzy.- Wymyśl jakąś nazwę bo musze sama poprawiać nowe menu. Czy Jaeah obdzwoniła już wszystkich chłopaków?- Zapytałam
- Nie, nadal dzwoni. Nie pytasz się o Myungjae?- Zapytał.
- Nie, wiem że jego każda była zgodzi się żeby udawać jego narzeczoną- powiedziałam.
- Co? Niby tak przystojny że nawet byłe go uwielbiają?- Zapytał unosząc brew.
- Jasne- mruknęłam sarkastycznie.- |A wiesz co to współczucie?- Zapytałam po czym ze śmiechem weszłam na zaplecze.
- Myungjae już znalazł sobie laskę a co ze mną?!- Jęknęła opadając na leżankę. Poklepałam ją po głowie.
- Trzeba było tak kłamać?
- Nie pomagasz- warknęła. Usiadłam obok niej.
- Dobra. To jaki jest ten twój…- spojrzałam na nią badawczo.
- Kyuhyun?- Zapytała.
- Powiedziałaś im ze twój chłopak to Kyuhyun?- Zapytałam.
- No nie omijałam imię! Nie jestem taka głupia. Zamknij się- dodała szybko widząc jak otwieram usta.- No…jest ode mnie starszy, ma prace, jest miły, przystojny, grzeczny, zabawny- kiwałam za każdym słowem głową.- Skąd ja takiego wytrzasnę?!- Zapytałam.
- Kurde czemu musiałam powiedzieć że starszy?- Zapytałam.
- A co?
- Wcisnęłoby się Tao…albo Jongina- powiedziałam.
- Tak, poproszę Jongina- powiedział a ja zasiałam się głupio.
- Odpada bo jest młodszy.- Dziewczyna jęknęła.- Nie wiem naprawdę, popytam moich znajomych a teraz zbieraj się. Pójdziesz ze mną do „EXO”- powiedziałam wstając.
- Myślisz że tan cały Chnayeol by się zgodził?- Zapytała wstając a ja tylko pokręciłam załamana głową.
- Idziemy do „EXO”, D.O przypilnuj cukierni- powiedziałam do chłopka.
- Ej! Czemu on a nie ja?- Zapytał oburzony Kris.
- Bo…tak- powiedziałam zadowolona z siebie po czym razem z Jaeah wyszłyśmy z cukierni.
- Czemu jesteś dla niego taka wredna?- Zapytała.
- Przyzwyczaiłam się już- powiedziałam. Chwile szłyśmy w ciszy aż znalazłyśmy się przed „EXO” gdzie z zaskoczeniem zarejestrowałam iż drzwi otwiera nam Chanyeol.
- O cześć nuna- powiedział skłaniając się.
- Cześć…jest Kai?- Zapytałam a on pokiwał głowa mówiąc że zaraz go zawoła. W kawiarni wiało pustakami wiec zasiadłyśmy do jednego ze stolików.
- Dzień dobry czy coś podać?- Odwróciłam głowę i normalnie nie mogłam się nie uśmiechnąć. Barista właśnie uśmiechał się tak cholernie anielskim uśmiecham że myślałam iż mi policzki pękną od uśmiechania się.
- Em…może …dwie te kawy- powiedział pokazując obrazek w menu. Chłopka przyjrzał się po czym pokiwał głową.
- Dobrze, zaraz zrobię- powiedział po czym pochylił głową i ruszył za ladę.
- Widziałaś to? Ja też chce się tak uśmiechać- jęknęłam podpierając głowę na dłoni.- Yah…Jaeah żyjesz?- Zapytałam.
- On ma być moim narzeczony- powiedziała gapiąc się na chłopaka który właśnie robił nam kawy. Aż uniosłam głowę.
- Na serio? Barista „EXO”?- Zapytałam a ona pokiwała głową.
- Miły, przystojny, grzeczny, ma prace i jest ode mnie starszy- powiedziała wyliczając na placach a ja tylko z niedowierzaniem pokręciłam głową.
- Nie znasz go Jaeah na serio…- powiedziałam.
- Ale Myungjae go zna!- Warknęła. No fakt jest to hyung Myungjae ale w takim razie Jaeah powinna go znać a chłopaka chociaż rozpoznać.
- Powinnaś go znać mówiłaś że znasz wszystkich znajomych brata- powiedziałam.
- Boże może jednego nie!- Jęknęła.
- Dobra to zadzwonię do Myungjae niech przywlecze tu swój tyłek- powiedziałam wstając.
- Nie zostawiaj mnie samej!- Jęknęła
- Dasz sobie rade to tylko facet- mruknęłam wychodząc na zewnątrz. Kiedy rozmawiałam z Myungjae do stolika przysiadł się Kai a chłopak przyniósł już kawę posyłając dwójce uśmiech i zabierając z sali Chanyeola i tego drugiego chłopaka. Widziałam jak Jongin uważnie obserwuje Jaeah przez co dziewczyna siedział spięta więc szybko skończyłam rozmowę i weszłam do środka.
- Nie patrz tak na nią nie widzisz że ją stresujesz?- Zapytałam siadając obok Jaeah która mocno kopnęła mnie pod stołem.
- Wybacz, musiałem coś sprawdzić- powiedział uśmiechając się lekko.
- Mam nadzieje że nie starałeś się je czytać w myślach. Jeszcze byś ogłupiał- mruknęłam cicho popijając kawę. Była naprawdę dobra.
- Zamknij się wredny zielonooki potworze- warknęła a ja uśmiechnęłam się tylko.
- Co was sprowadza? Macie szczęście Hanny nie ma…- powiedział.
- Wiem, otworzyli dzisiaj nowe centrum handlowe- powiedziałam przewracając oczami. Kai zaśmiał się.- Zastanawiam się jak idzie twój plan. – powiedziałam. Jongin pokiwał głową.
- Dobrze. Co prawda Suho hyung nie okazał wielkiego zainteresowania tym czy ma pracować tutaj czy gdzieś indziej, prosił mnie tylko bym mu załatwił jakąś parce bo inaczej…nie powiedział co ale nie sądze by mnie zabił- powiedział.
- Stój!- Mruknęła Jaeah a Kai spojrzał na nią.- Ten cały Suho to wasz barista?- Zapytała a Jongin pokiwał głowa.
- Widzisz? Znasz jago przezwisko!- Powiedziałam a ona spojrzała na mnie błagalnie.- A imię?- Zapytałam Kai.
- Junmyeon- powiedział a ja klasnęłam zadowolona w ręce.
- Ja cię zabije- warknęła.
- O! Czyżby panna Kim upodobała sobie naszego anielskiego hyunga?- Zapytał Kai.
- Czemu do cholery anielskiego?- Zapytałam.
- Suho jest niczym anioł stróż tej zapyziałej kawiarni i wszystkich w około. Nawet nie musisz się go pytać on i tak się tobą zajmie- powiedział a ja pokiwałam głową.
- Widzisz? Wszystko się zgadza -Jaeah uderzyła głową w stół.
- Wracając. Nie wiem jak to będzie z Baekhyunem. Hyung jest uparty i nawet jeśli Chanyeol by odszedł to on zapewne zrobiłby mu na złość i tutaj został- powiedział marszcząc brwi.
- To chłopak Chanyeola?- Zapytałam a on pokiwał głową.- Myślę że coś wymyślisz- powiedziałam a on uśmiechnął się głupio.- Co prawda miała ci dzisiaj wyrwać nogi z tyłka za opowiadanie swoich głupich psychologicznych teorii Kyungsoo ale jednak się powstrzymam- Jongin zaśmiał się jedynie opierając wygodniej na krześle. Do kawiarni wszedł Myungjae więc cała ekipa weszła do środka.
- Co jest tak ważne że grozisz mi spaleniem bielizny?- Zapytał mało przejęty.
- Nie jesteś bardzo zdenerwowany.
- Akurat byłem niedaleko z resztą nie widzi mi się pożar w domu- powiedział chowając telefon.
- Właściwie to chciałam żebyś przyszedł po to byś pomógł siostrze.
- To wychodzę- powiedział z głupim uśmiechem.
- Oh…Myungjae ah?- Wiedziałam. Mój kochany debil odwrócił się napotykając na swojej drodze Suho ze sowim anielskim uśmiechem.
- Oh hyung! Dawno się nie widzieliśmy!- Powiedział po czym dwójka przytuliła się serdecznie. Kai spojrzała na mnie a ja uśmiechnęłam się głupio.
- Rzeczywiście dawno. Trzy lata…- powiedział w zamyśleniu Junmyeon.
- Pamiętasz moją siostrę hyung? Jaeah- powiedział a ja klasnęłam w ręce wstając szybko  ciągnąc za ramię Kai.
- Oh! Nie poznałem cię Jaeah!- Zaśmiał się Suho a ja zdążyłam już wciągnąć Kai do kuchni.
- Czy ty mi swatasz ludzi?- Zapytał.
- No wiesz, rodzeństwo nakłamało rodzicom że mają już w gruncie rzeczy narzeczonych a niestety kochana Jaeah nie mogła sobie znaleźć żadnego zastępcy a jak sama przyznała Suho jest odpowiedni. A tak wyszło że nasz Myungjae zna waszego bariste. Jak mogłam tego nie wykorzystać?- Zapytałam a on zaśmiał się.
- Jesteś zła. A teraz możesz wyjść tylnym wyjściem
- Dziękuje- powiedziałam zadowolona po czym wróciłam do kawiarni.

~&~
- A gdzie Jaeah?- zapytał Kris.
- Zeswatałam ja z barista- powiedziałam a Kris tylko przymknął oczy kręcąc głową. Oj tam. Teraz muszę coś wymyślić co zrobić z tym wielkim ciastem Kyungsoo.
- Oppa….zrobimy miliony ambasadorków…- powiedziałam.


Wiem, jest mega dużo błędów przepraszam was ale to dlatego że nie mam czasu >.< Jak tylko wrócę z Krakowa to może to poprawie...jak nie zapomnę xD Zostały nam dwa rozdziały i ruszam z MK! Kto nie może się doczekać?! *unosi rękę* xD Do zobaczenia mam nadzieje niedługo ^^
G.G